Autor: admin o 15. lipiec 2010
Zainteresowanym donoszę, że nadal stacjonuję w stolicy. Morze pozostanie uboższe o naszą wizytę. Nie wiadomo co synowi jest. Nadal wysoko gorączkuje. Zero innych objawów. Jutro kolejne badania.
Tymczasem dzisiaj na portalu Wirtualnej Polski przeczytałam ważny tekst o dmuchanych zabawkach plażowych. Koniecznie przeczytajcie. Zwłaszcza jeśli właśnie bawicie nad polskim morzem, lub wybieracie się w najbliższym czasie.
“Okazuje się, że sklepy pełne są produktów, które są bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia dziecka!
Nie dość, że rodzice zapominają o tym, że dmuchane zabawki nie są profesjonalnym sprzętem pływackim, dostępne w sklepach artykuły bardzo rzadko spełniają europejskie normy i nie posiadają wymaganych certyfikatów.
Chyba każdy maluch w okresie wakacyjnym zwiększa swoją kolekcję zabawek o piłki, rękawki, koła, materace oraz - w wersji nieco droższej (choć równie niebezpiecznej), dmuchane krokodyle. Pozornie fajne i użyteczne zabawki mogą zrobić Twojemu dziecku niemałą krzywdę!
Z ostatnich badań Inspekcji Handlowej przeprowadzonych w Gdańsku jasno wynika, że aż 38% dmuchanych zabawek w ogóle nie powinno trafić na sklepowe półki. Po pierwsze - zabawki, które posiadają symbol CE świadczący o zgodności z normami unijnymi, nie chronią przed utonięciem! Nawet jeśli Twoje dziecko jest zaopatrzone w rękawki oraz dmuchane koło, i tak nie będzie w wodzie bezpieczne. W końcu nie jest to sprzęt profesjonalny i powinien służyć tylko i wyłącznie do zabawy! Po drugie - niektóre z artykułów mają w składzie niebezpieczne ftalany, które mogą wywołać alergię lub, co gorsza, zakłócać prawidłowy rozwój męskich narządów płciowych. Po trzecie - wiele z dmuchanych zabawek może pod wpływem wysokich temperatur zwyczajnie się rozpaść. Po kilku godzinach ekspozycji na słońcu, produkty pękają w szwach i schodzi z nich powietrze. ”
Źródło: dzieci.pl
Autor: admin o 24. sierpień 2009
Moje dzieci do tej pory nie miały wielkiego ze sobą kontaktu. Raczej się tolerowały niż bawiły ze sobą. Filip bardzo chciał się z siostrą bawić, ale na swoich warunkach. Tzn. Gabrysia budowała zamki z klocków, a Filip je jednym zwinnym ruchem małej piąsteczki rozwalał. I tak ze wszystkim: puzzle, lalki, misie, itd. W związku z tym Gabrysia nie miała nawet pół ochoty bawić się z młodszym bratem. Bratu było przykro, mi także, bo cały czas wydawało mi się, że jako psycholog powinnam znaleźć złoty środek, co by tę dwójkę pogodził i zjednał jak nikogo na świecie. Niestety złotego środka było brak.
Aż do czasu tegorocznych wakacji. Byliśmy na dwutygodniowym wyjeździe nad morze, mieszkaliśmy w przyczepie na kempingu pełnym innych dzieci. Te inne dzieci i ten czas zdziałał cuda. Dzieci bawiły się i z Gabrysią i z Filipem. Przez co i sama Gabrysia zaczęła bawić się z Filonem. Filip wydoroślał przy innych dzieciach, zdobył nowe umiejętności i zyskał w oczach w Gabrysi.
Teraz kiedy wróciliśmy do domu nie poznaję moich dzieci. Potrafią zgodnie się bawić przez dłuższy czas miejąc z tego naprawdę obopólną przyjemność. Mówię Wam, ale jestem szczęśliwa
I one też. Wniosek jest jeden. Jak najwięcej wakacyjnych wyjazdów!

Autor: admin o 17. kwiecień 2009
Dostałam kilka dni temu świetny przewodnik Pascala “Polska z dzieckiem”. A że moje starsze dziecko ostatnio marzy o podróżach po zamkach i muzeach, przewodnik przyda się na pewno. Zwłaszcza, że weekend majowy i czerwcowy już za chwilę. No i wakacje.
Na pewno część z Was ma już plany na te dni, ale druga część na 100% tak jak ja zastanawia się co warto by zrobić, żeby znowu nie na mazury czy nie nad morze. Książka Pascala zawiera wiele cennych informacji. Jest przejrzyście podzielona na regiony Polski i ich miasta, które warto odwiedzić. Zawiera porady dla rodziców planujących weekendowy lub wakacyjny wyjazd. Propozycje tras, opracowane z myślą dla najmłodszych. Opisy atrakcji dla najmłodszych (parki rozrywki, aquaparki, żywe skanseny, zajęcia w muzeach, barwne festyny i imprezy cykliczne). Poza tym w poradniku znajdziecie mapy, zdjęcia i zabawne rysunki. A także informacje o noclegach, gastronomii i rozrywkach.
Coś czuję w kościach, że 1 maja ruszymy w Góry Świętokrzyskie do Bałtowskiego Parku Jurajskiego i “Krainy koni” w Bałtowie. Podobno można tam zobaczyć naturalnej wielkości modele ponad 30 dinozaurów. Można też wziąć udział w spływie tratwami po rzece Kamiennej. Już czuję radość moich dzieciaków
Dużo pomysłów na majówkę z dziećmi można znaleźć TU