Z domowego podwórka, czyli coś o moich dzieciach


A dzisiaj o śmierci rozmowa…

Autor: admin o 25. wrzesień 2009

Coś się kotłuje w głowie mego dziecięcia. Ewidentnie. Kilka dni temu rozmowa o tym jak zaczął się świat, czyli o początek początku :-)

gabi-mistrzDzisiaj zaś o jego koniec.

- Mamo a motorzyści jak się zabiją na motorze to tak, że umierają i idą do nieba?

- Tak.

- A jak idą do nieba skoro nic ich nie podnosi?

- (po dłuższym milczeniu moim) nie wiem, jeszcze nie umarłam, to nie wiem jak to jest.

- To zapytaj starszych ludzi.

- Ale oni też nie wiedzą, bo nigdy nie umarli.

- To zapytaj tych w niebie.

- (robi się co raz trudniej) ale jak?

- No nie wiem krzyknij do nich: niebo, niebo, niebo i ktoś ci odpowie.

- Bez szans. Niebo jest bardzo, bardzo daleko. Nikt by mnie nie usłyszał.

- Ojej, to kupmy długą drabinę.

——————————————————————————————–

Proste? :-)

A kto stworzył Boga?

Autor: admin o 24. wrzesień 2009

Kto ma dzieci, ten wie jak trudne potrafią zadawać pytania. Czasami trzeba się naprawdę nagłowić, żeby udzielić “właściwej” odpowiedzi.

Kiedy w ostatnią sobotę jechałyśmy do NumerówLiter, Gabrysia zaczęła zadawać mi pytania. img_8189

- A skąd się biorą ludzie?

- Przecież Ci mówiłam. Jak się mama z tatą przytulali, to z tej miłości i przytulania powstał w brzuchu mamy maleńki człowieczek. Ty. Który potem rósł i rósł…

-… (zniecierpliwiona) to przecież wiem. Nie o to mi chodzi! A ty i tata, skąd się wzięliście?!?

- Ja z babci Krysi i dziadka Janusza przytulania…

-… (bardzo zniecierpliwiona) a babcia i dziadek skąd się wzięli?!?

- ze swoich rodziców przytulania…

- (mocno wkurzona i krzycząca) no dobrze to skąd się wziął pierwszy człowiek na Ziemi?!!!!???!!!!

- (rany boskie, żebym to ja wiedziała, jakbym była szczęśliwa znając odpowiedź) Nie wiem kochanie. Są dwie teorie. Jedna, że na świecie żyły zwierzęta człekokształtne, małpy, które robiły się co raz bardziej podobne do ludzi, aż któregoś dnia zamieniły się na dobre w ludzi. A druga teoria jest taka, że człowieka stworzył Bóg. I oni mieli dzieci, a te dzieci swoje dzieci i tak doszło do nas.

Dzisiaj przed snem.

- Mamoooooo. A kto stworzył Boga?!?

———————————————————————————————————————————-

:-)

Muminki - bajka wszechczasów

Autor: admin o 19. wrzesień 2009

Za taką ją dzisiaj uznałam oglądając dobranockę razem z Gabrysią. Mam na myśli głównię oprawę graficzną. Jest bardzo po myśli współczesnych rodziców podążających za światowymi trendami wyznaczanymi przez dobre wydawnictwa publikujące książki dla dzieci, oraz projektantów zabawek. muminki

Ta stylistyka postaci, te brudne kolory, prosty przekaz myśli bohaterów sprawiają, że z przyjemnością oglądaliśmy tę bajkę jako dzieci i dzisiaj z równą akceptacją widzą Muminki nasze potomki. Przynajmniej moje. I fajnie, że jest jakaś alternatywa dla cukierkowej barbie i innych tandetnych postaci znanych współczesnym dzieciom. Przynajmniej ja się cieszę :-)

Byłyśmy dzisiaj z Gabrysią na zajęciach w Numerach Literach. Jak zwykle bardzo udane. Ja popijałam latte nad wnętrzarską prasą, a Gabi w najlepsze bawiła się przy latynoskich rytmach. Sobotę uznaję za udaną!

Poważne rozmowy… matki z córką…

Autor: admin o 15. wrzesień 2009

- Mamo ja nie chcę być dorosła! Mogę?

- Obawiam się, że nie masz wyjścia. A dlaczego nie chcesz?

img_8532- Bo chcę, żebyś zawsze się mną opiekowała.

- Ale będę. Będziemy ze sobą rozmawiać o wszystkim. Zawsze. I jak tylko będę mogła pomogę Ci we wszystkim. Tylko musimy ze sobą rozmawiać. Nawet jak nie będziemy razem mieszkać, będziemy blisko.

- Zawsze?

- Zawsze.

- Nawet jak będziesz w niebie?

- Nawet.

- No dobra to mogę być dorosła. Ale nigdy przenigdy nie chcę mieć dzieci!

- Dlaczego????

- Bo są nie do wytrzymania!

……………………

:-)

Wakacje zbliżają…

Autor: admin o 24. sierpień 2009

Moje dzieci do tej pory nie miały wielkiego ze sobą kontaktu. Raczej się tolerowały niż bawiły ze sobą. Filip bardzo chciał się z siostrą bawić, ale na swoich warunkach. Tzn. Gabrysia budowała zamki z klocków, a Filip je jednym zwinnym ruchem małej piąsteczki rozwalał. I tak ze wszystkim: puzzle, lalki, misie, itd. W związku z tym Gabrysia nie miała nawet pół ochoty bawić się z młodszym bratem. Bratu było przykro, mi także, bo cały czas wydawało mi się, że jako psycholog powinnam znaleźć złoty środek, co by tę dwójkę pogodził i zjednał jak nikogo na świecie. Niestety złotego środka było brak.

img_8224Aż do czasu tegorocznych wakacji. Byliśmy na dwutygodniowym wyjeździe nad morze, mieszkaliśmy w przyczepie na kempingu pełnym innych dzieci. Te inne dzieci i ten czas zdziałał cuda. Dzieci bawiły się i z Gabrysią i z Filipem. Przez co i sama Gabrysia zaczęła bawić się z Filonem. Filip wydoroślał przy innych dzieciach, zdobył nowe umiejętności i zyskał w oczach w Gabrysi.

Teraz kiedy wróciliśmy do domu nie poznaję moich dzieci. Potrafią zgodnie się bawić przez dłuższy czas miejąc z tego naprawdę obopólną przyjemność. Mówię Wam, ale jestem szczęśliwa :-) I one też. Wniosek jest jeden. Jak najwięcej wakacyjnych wyjazdów! :-)

img_8061

Wiaderko z morskimi przyjaciółmi Filipka

Autor: admin o 27. lipiec 2009

Kupiłam niedawno dla mojego synka zabawkę do kąpieli. To był strzał w dziesiątkę. Filip jest zwierzęciem wodnym i na każde wyjęcie z wanny reaguje zawsze w jeden sposób. Wrzaskiem nie do wytrzymania.

Odkąd mamy wiaderko problem jest nieco mniejszy, bo namiastkę kąpieli może zabrać ze sobą. Po wyjściu kładzie morskie zwierzaki spać w Gabryśkowej kołysce dla lalek :-)

Wiaderko z morskimi przyjaciółmi dostarcza wielu zabawnych możliwości podczas kąpieli. Trzy interesujące wiaderkozwierzątka: Krab, podwójna Rybka i potrójny Ślimaczek – m. in. tryskają wodą, wypuszczają bąbelki itp. Można przez nie sączyć wodę i napełniać je wodą. Zwierzątka są ponumerowane od 1 do 3. Dzięki temu dziecko nabywa pierwszych doświadczeń z cyferkami i światem liczb. Wiaderko na zwierzątka posiada otworki, przez które ciurkają strumyczki wody. Wiaderko po zakończonej kąpieli służy jako pojemnik na zabawki.

Serdecznie polecam. Jest w bardzo przyjaznej cenie. Kosztuje 24 zł.

Wiaderko kupicie w sklepie Kolorowa Krowa.

Rowerek bez pedałów i pędząca Gabrysia

Autor: admin o 17. lipiec 2009

Moje 4letnie dziecko dostało ostatnio w spadku po naszym 6letnim sąsiedzie drewniany rowerek. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak każdy inny, kiedy po chwili zorientowałam się, że brak mu pedałów…

rowerekCo za licho? Sąsiad był tak aktywny, że pozbawił rowerka ważnego elementu? To po co nam teraz ten bezużyteczny sprzęt? Co się okazało? Że to taki model, i że podobno jest super i że dzięki niemu dzieci rewelacyjnie opanowują utrzymanie równowagi, które w przyszłości wykorzystają na tradycyjnym dwukołowym rowerze. Podobno jak maluch pojeździ na takim rowerze bez pedałów, to potem wsiada na normalny rower i jedzie jak stary :-)

Gabryśce rower od razu się spodobał, chociaż po wejściu na niego okazało się, że to nie taka bułka z masłem na jaką wygląda. Po kilku dniach jazdy na nim idzie jej co raz lepiej. Mam nadzieję, że to zaowocuje na jej rowerową przyszłość i rzeczoną równowagę.

Takie rowerki można kupić na stronie aktywnysmyk.pl

Planujemy kupno nowego rowerka bez pedałów, bo brat silnie domaga się swojego osobistego modelu. A czego się nie robi dla dzieci i ich sportowych zamiłowań :-) Eh, szkoda, że za chwilę jesień.

Cuda na kiju - Normalnie nie wierzę!

Autor: admin o 15. czerwiec 2009

Pamiętacie bajki na płytach winylowych, które odsłuchiwało się na starych adapterach? Wczoraj u swoich rodziców znalazłam płyty z mojego dzieciństwa i bardzo pożałowałam, że nie mam adaptera, który mógłby odwtorzyć te płyty dla moich dzieci. Moja mama zachowała wszystkie muzyczne słuchowiska-bajki, które uwielbiałam słuchać jako mała dziewczynka. Najbardziej ze wszystkich przeuwielbiałam “Oślą skórkę”. Potrafiłam odtwarzać ją do znudzenia, tak jak moja Gabrysia dzisiaj słucha “Kopciuszka”. Normalnie łza zakręciła mi się w oku :-) i smutek i nostalgia…

A dzisiaj…

Wchodzę na stronę bilingwalnego przedszkola Trampoline, do którego miała chodzić moja Gabrysia (chciałam coś sprawdzić) i wchodzę w zakładkę Linki i oprócz strony Miasta Dzieci widzę link do strony Cuda na kiju. Brzmi fajnie, więc weszłam i co widzę? Internetową galerię sztuki dla dzieci - sklep z książkami i płytami. Wchodzę w zakładkę Muzyka/Bajki muzyczne i…

Normalnie nie wierzę! Wszystkie te bajki z winyli nagrane na płyty CD! I jest też “Ośla skórka”. Kupiłam od razu razem ze “Spiącą królewną” i “Bajką o Tadku niejadku”, którą moja Gabrysia uwielbia. osla-skorka1 “Ośla Skórka” wg. Charles’a Perrault w opracowaniu Hanny Januszewskiej to przepiękna opowieść o uroczej księżniczce, która musi uciekać z zamku przed złym królem. Przebiera się w oślą skórkę i pomaga w gospodarstwie. Jak to zwykle w bajkach bywa - jej mądrość i pracowitość zostaje nagrodzona.
Wspaniała obsada: Tadeusz Bartosik, Bożena Dykiel, Marta Lipińska, Marek Kondrat, Krzysztof Kowalewski, Jerzy Rogowski, Anna Seniuk.
Opracowanie muzyczne: Jerzy Kordowicz, reżyseria: Stanisława Grotowska.

Normalnie wow! Czekam teraz na przesyłkę. Ciekawe co powie Gabrysia. Bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa :-)

O Holender! Czyli słów kilka o festynie holenderskim

Autor: admin o 15. maj 2009

Przejrzałam właśnie internet i dzisiejszą prasę w poszukiwaniu inspiracji na spędzenie fajnego weekendu. Z dziećmi. Ostatni weekend przesiedzieliśmy w domu, bo Gabrynia miała zainfekowany gardziel i gorączkowała. Brata odesłaliśmy z dziadkami na działkę, a my nudziliśmy się sakramencko.

Ten weekend musi być inny, bo oszaleję :-) Z wielu, a nawet mnóstwa propozycji przypadł mi do gustu “Holenderski festyn”. Odbędzie się w Warszawie na ul. Kubusia Puchatka. Festyn nawiązuje do popularnego w Holandii Dnia Królowej, który odbywa się 30 kwietnia. Na ulicy staną stragany z holenderskimi pysznościami: śledziami, serami i słodyczami. Będzie też strawa dla ducha - kiermasz książki holenderskiej i dziecięcych zabawek. A o godzinie 13:00 rozpoczną się koncerty i tradycyjny teatrzyk kukiełkowy. Poza tym odbędzie się rowerowy zlot holendrów. Oj marzy mi się taki klasyczny holenderski rower miejski…

Będą też pokazy filmów holenderskich, a o 20:30 odbędzie się After Party w popularnym ostatnio klubie Centralnym Basenie Artystycznym na Kopernika. Chodziłam tam jako 8latka na zajęcia wf’-u z moją klasą :-) Na basen oczywiście, nie do klubu. Klub jest od niedawna. Ale to już nie na temat :)

Tak zamierzam spędzić niedzielę. Zarezerwowałam też bilety na Koziołka Matołka do Teatru Guliwer. Ale dzwoniłam dzisiaj, więc oczywiście były ostatnie w ostatnim rzędzie, więc jeszcze to przemyślę. Może nie będzie Koziołka, ale Holender na pewno. No o ile jakaś zaraza nie dopadnie tym razem Filipa. Ale tfu tfu! Nie może. I tej wersji się trzymajmy.

Miłego weekendu! :-)

Zabawa w gotowanie - Little Chief

Autor: admin o 8. maj 2009

Moje dziecko jest wegetarianką. Z własnej nie przymuszonej woli. Odkąd przestała jeść jedzenie ze słoiczków, które zawierały mięso, wszelkim potrawom mięsnym powiedziała stanowcze NIE. Na nic moje wysiłki i wymyślanie kolejnej potrawy z choćby śladową ilością mięsiwa. Klopsiki, bolognese, szynki, kabanosy, kotleciki, szaszłyki, przygotowane na miliony sposobów. Morfologia wychodziła dobra, więc walczyć z oportunistką mięsną przestaliśmy. Tylko babcie ubolewają nad jadłospisem wnuczki.

Dopóki latorośl odmawiała potraw mięsnych, przymykałam oko, ale teraz kiedy odmawia potraw wszelakich poza kakao, jogurtem fantazja, płatkami na mleku, jestem szczerze zaniepokojona. W ostatnim newsletterze Miasta Dzieci przykuło moją uwagę logo szkoły gotowania dla dzieci “Little chief” i informacja o nowych zajęciach w tejże szkole. Myślę sobie, że może jak pannica zacznie sama potrawy przygotowywać (chociaż w domu też ze mną gotuje) to zacznie też smakować. Idziemy na pierwsze zajęcia w poniedziałek. Zdam relację czy coś się zmieniło z kubkami smakowymi Gabryni. Szkoła proponuje zajęcia już dla trzylatków i prowadzi gotowania również w języku angielskim. My na razie będziemy gotować zagranicznie, ale po polsku. Czyli potrawy zza mórz i oceanów, ale przepisy będą dyktowane w rodzimym języku. Na razie brzmi dobrze. Zobaczcie stronkę http://www.littlechef.pl/glowna.html

Hannah Montana rulez

Autor: admin o 21. kwiecień 2009

Starzeję się. To pewne. Najpierw Ben10, a teraz ta Montana. Czy moja mama też czuła się tak jak ja teraz, kiedy jako dziecko mówiłam jej o ET?

Nie dość, że efekt upływu lat muszę oglądać codziennie w lustrze, to jeszcze na każdym kroku czuję oddech starości na karku :-) Nie no, może nie jest tak dramatycznie, ale na pewno nie jestem już dziewczyną, która orientuje się w świecie młodziaków. Szkoda. Mogłabym jak równy z równym rozmawiać z moim dzieckiem np. o Hannah Montana. A tak… cóż, muszę szperać w necie, pytać i podpytywać.

Otóż w ostatni piątek Gabrysia zaczęła borować mi dziurę w brzuchu prosząc ogromnie, że ona bardzo, bardzo, wręcz szalenie chciałaby pójść ze mną w weekend na Hannah Montana do kina, bo Zuzanka z jej grupy to już była. Ludzie, co się dzieje?! Przecież moje dziecko ma dopiero cztery lata! Czy dzieci w tym wieku to nie powinny chodzić do kina na poranki? Na Reksia i Misia uszatka? Co to jest Hannah Montana???!!! Obiło mi się o uszy to hasło, ale nie dopasowałabym go do mojego przedszkolaka…

hannah-montana-tickets1

Wpisuję w google hasło o hance montance i co widzę? Wyniki 1 - 10 spośród około 44,900,000 dla zapytania hannah montana. Oho, ta hanka musi być popularna… I w wikipedii czytam, że jest to “Serial opowiadający o Miley Stewart, która w szkole jest traktowana jak inni uczniowie. Jednak żyje ona podwójnym życiem – jest również gwiazdą muzyki pop, Hannah Montana. Na koncerty przebiera się i zabiera swoją najlepszą przyjaciółkę Lilly, która udaje jej menadżerkę Lolę Laftnegel. Tylko 4 osoby i rodzina Miley – tata Robby, brat Jackson oraz m.in. ciocia Dolly, która pomogła jej w zostaniu piosenkarką, wiedzą o sekrecie gwiazdy. W kolejnych odcinkach dowiaduje się też jej kumpel Oliver czy ukochany – Jake Ryan oraz Roxy - ochroniarka. Odcinki opowiadają o jej życiu, przygodach i wyzwaniach, którym musi stawić czoła. Teraz ruszyły również nowe odcinki Hannah Montana, kiedy to Miley idzie do liceum.”

Szczęka mi opadła. Jak ta amerykańska hanka dotarła do polskich przedszkolaków? Jak ja wytłumaczę mojemu dziecięciu, że to nie jest film dla niej? Dlaczego takie dylematy spadły na mą matczyną głowę tak szybko?

Heh, życie… chciałoby się rzec “the live is brutal” ;-) very brutal i że “to se ne vrati” oj ne vrati ;-) ne vrati…

Gry, zabawki i akcesoria urodowe Hannah Montana znajdziecie w sklepie Kolorowej Krowy TU

Numery Litery w królewskiej odsłonie

Autor: admin o 19. kwiecień 2009

Byłyśmy wczoraj z Gabryńką na Slajdowisku do kwadratu w Numerach Literach na Wilczej. Lubię to miejsce. Ma fajny klimat i dla dzieci i dla rodziców. Kiedy młodziaki bawią się w osobnej salce w czasie zajęć im poświęconym, ich rodzice mogą napić się pysznej kawy i przejrzeć najnowszą prasę lub ostatnio wydane albumy w sali z książkami i maleńkim barem.

Numery są miejscem przyjaznym dzieciom. To dzięki szerokiej ofercie wydawniczej skierowanej do najmłodszych, a także weekendowym spotkaniom, podczas których maluchy słuchają bajek i oglądaja kolorowe slajdy, czasem wyruszają w podróż statkiem kosmicznym, a innym razem poznają tajemnice starożytnego Egiptu. maa-ksieniczka1

Sobotnie Slajdowisko miało ulubiony przez moje dziecko temat - KRÓLEWSKI :-) Gabrysia obejrzała slajdy o losach królewny i pokojówki, a także Królewny co się bała, że jej korona z głowy spadnie oraz Cesarza i jego szatach. Po slajdach dzieciaki bawiły się jeszcze chwilę, a ja miałam całą godzinę wolną. Przejrzałam zagraniczą prasę wnętrzarską i nowy album Taschena Paris Interiors. Mówię Wam bajka. Polecam. Niestety na zajęcia nie jest łatwo się dostać, bo Numery Litery to miejsce popularne, przytulne, ale jednocześnie nie za duże. Trzeba koniecznie wcześniej się zapisać.

Kto dostaje cotygodniowy newsletter Miasta Dzieci jest na bieżąco informowany o tym co się dzieje w Numerach Literach, a także w wielu innych fajnych miejscach dla dzieci.

GAGAZ Numerów Gabrysia wyszła z książeczką o Loli “Wcale nie jestem śpiąca i nie chcę jeszcze iść spać”, a ja z najnowszym wydaniem GAGI. Magazynem dla rodziców. Numer świetny, jak wszystkie poprzednie. Ale o tym już jutro…

Święta, święta i po świętach

Autor: admin o 15. kwiecień 2009

I stał się cud. Po raz pierwszy odkąd mam dzieci przeżyliśmy święta w zdrowiu. Nie wiem jak to możliwe, ale nikt nie miał gorączki, problemów z układem trawiennym, kaszlu, kataru. NIC.

Niestety pogoda nie dopisała, a według WP na te dni miała nadejść fala upałów. No, ale nie doszła, a wszystkiego mieć nie można.

Poza klasyczną zabawą w polewanie się hektolitrami wody w Lany Poniedziałek, w I dzień świąt bawiliśmy się w szukanie czekoladowych jaj. Nagrodą dla znalazcy była możliwość zjedzenia słodkiego jaja od razu, na miejscu i nawet przed obiadem :-) Jajek pochowanych w ogródkowych krzaczkach było mnóstwo i Gabrynia bawiła się świetnie. Nie tylko dlatego, że jest wielkim łasuchem, ale także dlatego, że bardzo lubi bawić się w szukanie ukrytych przedmiotów.

Na co dzień kiedy nie ma świąt bawimy się w domu w zabawę “ciepło zimno”. Gabrynia wychodzi z pokoju, a ja chowam np. jej ukochanego misia w jakiś zakamarek. Potem naprowadzam ją na ukryty przedmiot hasłami “ciepło” (dziecko znajduje się blisko schowanego przedmiotu) lub “zimno” (jest daleko), kiedy jest tuż obok niego krzyczę “upał” i wtedy bingo :-) zabawka znaleziona.

Alternatynawą do ciepło-zimno jest zabawa “Hokus pokus” polegająca na tym, że rozkładamy na podłodze kilka przedmiotów, potem dziecko zakrywa oczy, a my w tym czasie chowamy jeden z tych przedmiotów. Dziecko musi zgadnąć jaki przedmiot zniknął. To doskonały trening dla mózgu i dziecięcej pamięci. A do tego jak cieszy :-)

Po Ben 10 jeszcze kilka przemyśleń

Autor: admin o 9. kwiecień 2009

Muszę się z wami podzielić swoją troską. Jestem zaniepokojona tym zalewem gadżetów i pseudo zabawek i całej otoczki jaką się tworzy dookoła seriali dziecięcych.

Moje dzieci są na etapie minimini, telewizji dla najmłodszych (wyjaśnienie dla alternatywnych rodzin bez telewizora ;-) ) Gabrysia ma kilka ulubionych bajek/seriali emitowanych w tej stacji. Świnkę Peppę, Samsama, Świat Małej Księżniczki i kilka innych. Wyobraźcie sobie, albo pewnie sami to wiecie z doświadczenia, że w tej chwili na rynku prasowym można znależć gazetkę z bohaterem niemalże każdej bajki telewizyjnej. cliford

Wchodzę do Empiku i potwierdza się moje przypuszzczenie. Bohaterowie chyba wszystkich bajek znaleźli dla siebie miejsce w kolekcji gazet, gdzie do każdego egzemplarza dołączany jest oczywiście jakiś super gadżet. A to zegarek, a to magnesy na lodówkę, latarka, naklejki, flamastry… i można by tak bez końca wymieniać.

noddyMoje dziecię widząc reklamę pokazującą najnowszą gazetę z super świetnym (według mojego dziecka) prezentem, za każdym razem wrzeszczy w niebogłosy, że musi koniecznie, ale to koniecznie to mieć. Nie gazetkę, ale właśnie pokazywany gadżet. Superprezent po zakupie przeżywa jakieś 2 dni, bo jest chińską tandetą, która żywot wiedzie krótko.

Czy macie pojęcie, że powstał sklep internetowy sprzedający gadżety z gazet, reklamujący się hasłem “Dodatki do gazet. Nie szukaj w kiosku”? Może należy skończyć z produkcją pism i zacząć produkować wyłącznie gadżety i kioski z prasą zamienić na kioski z gadżetami?

Co zrobić, aby odciągnąć uwagę dzieci od bezwartościowego szitu, jakiego masa wkoło? Wyłaczyć raz na zawsze telewizor? Nie wchodzić do empiku i innych “księgarni”?

Koleżanka mnie pocieszyła kilka dni temu. To przechodzi! Ten oczopląs gadżetowy u młodocianych widzów. Uff :)

Akcja: dekorujemy dom na Święta

Autor: admin o 6. kwiecień 2009

Kolejna propozycja zabawy z dzieckiem z serii przyjemne z pożytecznym. Dzisiaj moje dzieci i ja dekorowaliśmy nasze mieszkanie ozdobami wielkanocnymi. Ile było przy tym radochy. A jak teraz jest pięknie :-)

Do dekoracji domu użyliśmy gotowych ozdób: kurę zrobioną z cienkich patyczków, dużo, baaaardzo dużo plastikowych i papierowych jaj wszelkiej maści, świeczek w wielkanocnej odsłonie, kurek na patykach i mnóstwa innych zielono-żółtych “świątecznych gadżetów”.

Zasialismy rzeżuchę. W piątek będziemy dekorować jajka do wielkanocnej święconki. Metodą tradcyjną (łupinki cebuli) i metodą nowoczesną (naklejki, które przyczepiają się do jaj pod wpływem gorącej wody).

Nawet jeśli macie mnóstwo pracy, padacie bez sił i wolicie posiadówkę na kanapie, szczerze zachęcam do wielkanocnych dekoracji. Moje dzieci bawiły się przednio!

O tym jak wykonać wielkanocne ozdoby z dziećmi dowiecie się w Mieście Dzieci. Znajdziecie tam pomysły na pisanki, palmy wielkanocne, ozdoby wielkanocnego stołu, wiosenne króliczki, zajączki, kotki, ptaszki i zielony owies…

Zajrzyjcie też do edziecka. Tam również dużo pomysłów na oryginalne i łatwe do wykonania wielkanocne ozdoby.

Strzelając wodą. O akcesoriach sikających słów kilka

Autor: admin o 3. kwiecień 2009

Do Wielkanocy pozostało nam osiem dni. W wielu domach poustalono już świąteczne menu. Moja mama co najmniej od miesiąca wie, co będzie podawać swoim gościom :) Temat był wałkowany wte i wewte, tak, żeby wszystkim zebranym było miło na podniebieniu. Zwłaszcza moim dzieciom. Ale nie o kulinariach miała być mowa.

pistoletW czasie mojej ostatniej wizyty w sklepie zabawkami przykuł moją uwagę regał z akcesoriami wodnymi na śmigusa dyngusa. Było na nim dosłownie wszystko. Plastikowe jajeczka, które pamiętam ze swojego dzieciństwa, innego kształtu zbiorniczki na wodę, działające na zasadzie wspomnianego jajka, metrowe strzykawki oraz coś czemu osobiście jestem przeciwna - olbrzymie karabiny z dużym zbiornikiem na wodę. pistoletTe ostatnie poza tym, że są bardzo kolorowe, wyglądem nie różnią się od prawdziwych kałachów, jakie mogłam oglądać ostatnio chociażby w “Slumdogu”. Nie przemówi do mnie nikt twierdząc, że przesadzam i że to tylko zabawka.

Możecie się ze mną nie zgadzać, ale ja nie widzę swojego syna czy córki z pistoletem lub karabinem przy boku. Nawet najbardziej kolorowym i strzelającym tylko wodą…

Dlatego w lany poniedziałek podstawowym orężem sikającym moich dzieci będą plastikowe jajka, zajączki i inne zbiorniki o wielkanocnych kształtach. Wykorzystamy też kubki, plaistkowe butelki i inne domowe pojemniczki. jajkoMyślę, że będą bawić się pysznie, nawet bez pistoletów ze sprzężonym powietrzem tryskających wodą na osiem metrów :)

Zdam relację po świętach.

Werdykt jest. Imprezy nie będzie

Autor: admin o 21. marzec 2009

Niestety tak jak przewidywałam licho nie śpi :-( Gabryśka i Filip mają rozległe zapalenie oskrzeli i są na skraju zapalenia płuc. Oczywiście zarażają. Więc jak sami rozumiecie urodzinowe party musiało zostać odwołane. Czy tylko moja rodzina ma takiego pecha?

Poza tym naprawdę nie wiem kiedy oni się tego zapalenia nabawili, bo poza gorączką i lekkim kaszlem nic im nie było. Jutro czeka nas kolejna wizyta i werdykt co do dalszego leczenia. Zwłaszcza Filipa. Jest duża szansa na antybiotyk. A ja antybiotyków nie znoszę. Niestety chłopina nie chce się poddać innemu leczeniu, mianowicie nabulizacji. Kto ma dzieci alergiczne lub często zapadające na zapalenia oskrzeli lub płuc wie o co chodzi. Dziecko musi siedzieć z maseczką inhalacyjną w bezruchu przez 10 minut. I tak 3 razy dziennie. W przypadku Filipa jest to awykonalne.

Przyszło mi teraz na myśl, że nawet w chorobie można bawić się z dzieckiem, np. akcesoriami lekarskimi. Oswoić ich lęki związane z wizytami u lekarza. Lub przełamać niechęć np. do nabulizacji lub inhalacji. W przypadku Gabrysi zastosowaliśmy zabawę w słonia i udajemy, że maska lub tuba do leków wziewnych to trąba słonia.

W przypadku Filipa jest to na razie nie możliwe, bo za mały. Może ktoś z Was ma pomysł jak opanować dziecko, które nie chce się dobrowolnie leczyć?

Dajcie znać. Nagroda czeka :-)

Impreza urodzinowa pod hasłem “Księżniczki i Rycerze”

Autor: admin o 19. marzec 2009

Kto ma kilkuletnią córkę ten wie jak ważna jest postać Księżniczki w życiu małych dziewczynek. Kolor różowy i księżniczka wyznaczają mojemu dziecku wiele dróg życiowych. Ładne ubranie, żeby było ładne musi być różowe. Ładny przedmiot, żeby był ładny musi być różowy. Jeśli się błyszczy, migocze i świeci tym lepiej. Nie myślcie o mnie źle. Ja naprawdę mam dobry gust :-) I wtłaczam poczucie estetyki mojemu dziecku. Ale róż to siła wyższa i skrzypce.

Te same reguły rządzą pojęciem księżniczka. Karnawałowe przebranie: księżniczka. Obrazek do pokoju: księżniczka.

Temat imprezy urodzinowej? Oczywiście KSIĘŻNICZKA. Żeby zaproszonym chłopcom nie było dziwnie, to dokoptowałyśmy Rycerzy do Księżniczek i mamy gotowy scenariusz imprezy. Koleżanki Gabrysi nie mogą doczekać się najbliższej niedzieli, kiedy będą mogły przywdziać swe przepiękne RÓŻOWE kiecki :)

Zaprosiłam do domu małych i dużych gości oraz Panią Małgosię - animatorkę z Akademi Zabawy i Rozwoju Edukado. Pani Małgosia wymyśliła scenariusz zabaw. Ja wymyśliłam menu urodzinowe dla małych i dużych. Tylko nie wiem czy impreza się odbędzie…

Nie wiem jak to się dzieje, ale choroba zawsze wie, kiedy w życiu dziecka i jego rodziców dzieje się coś ważnego i wtedy atakuje. Święta Bożego Narodzenia (zapalenie oskrzeli), Święta Wielkanocne (zapalenie pęcherza i zapalenie oskrzeli), wyjazd na narty (zapalenie oskrzeli i zapalenie płuc). Nie mogło być inaczej i w okolicach urodzin Gabrychy. Od kilku dni gorączkuje i kaszle jak traktor. Od wczoraj do teamu dołączył Filip. Jutro o 10:30 wizyta u pediatry i zapewne werdykt. Szaleć w niedzielę czy nie szaleć? Oto jest pytanie :(

Będziemy piec wiosenne ciasteczka

Autor: admin o 17. marzec 2009

Miałam nosa. Prezent okazał się być strzałem w dychę. Gabrynia od razu zażyczyła sobie pieczenia mufinek. Musiałam nieco ostudzić zapał mojej czteroletniej (jejku kiedy to zleciało????) córki.

Obiecałam przygotowanie urodzinowych wypieków po południu. Będą i mufinki i wiosenne ciasteczka. Wykrawanie różnych kształtów ciasteczek to alternatywa dla rodziców, którzy nie znoszą wszędzie walającej się ciastoliny. Ta sama przyjemność wyczarowywania kształtów, a i jeszcze można smacznie podjeść.

Przepis na wiosenne ciasteczka znalazłam w Mieście Dzieci

Urodziny, zestaw do pieczenia i zabawa w gotowanie

Autor: admin o 16. marzec 2009

Jutro Gabrysi urodziny. Czwarte. Cztery lata temu o tej porze byliśmy już w szpitalu i robiłam wszystko, żeby moje pierwsze dziecko pojawiło się na świecie jak najszybciej. Oszczędzę Wam szczegółów :) Lekko nie było. Gabrynia przyszła na świat o 2:00 w nocy. Chwila naprawdę magiczna. I co roku w dniu urodzin Gabi wspominam ją minuta po minucie. Naprawdę bardzo zazdroszczę wszystkim kobietom, które rodzą. Szczerze.

Jutro urodziny. Prezent spakowany. Miniamo - zestaw do pieczenia. Czyli: miska do mieszania, miseczka do odmierzania, zestaw szpatułek, fartuszek w kropki oraz różowa czapka kucharska.

miniamo

Mam nadzieję, że dziecię się ucieszy, bo bardzo lubi ze mną gotować i lubi to robić będąc odzianą w mój fartuch. Jak się domyślacie nieco na nią za duży :-)

Zabawa w gotowanie jest naprawdę sprawą przyjemną. Przyjemną i pożyteczną. Szczerze zachęcam. Dzieci to uwielbiają, a przy okazji nabywają przydatnych umiejętności. Gabrysia najbardziej lubi piec mufinki. Wiele z czynności może wykonać sama. I kiedy potem chwali się, że sama zrobiła mufinki jest to najszczersza prawda :-)