Strzelając wodą. O akcesoriach sikających słów kilka
Autor: admin o 3. kwiecień 2009
Do Wielkanocy pozostało nam osiem dni. W wielu domach poustalono już świąteczne menu. Moja mama co najmniej od miesiąca wie, co będzie podawać swoim gościom
Temat był wałkowany wte i wewte, tak, żeby wszystkim zebranym było miło na podniebieniu. Zwłaszcza moim dzieciom. Ale nie o kulinariach miała być mowa.
W czasie mojej ostatniej wizyty w sklepie zabawkami przykuł moją uwagę regał z akcesoriami wodnymi na śmigusa dyngusa. Było na nim dosłownie wszystko. Plastikowe jajeczka, które pamiętam ze swojego dzieciństwa, innego kształtu zbiorniczki na wodę, działające na zasadzie wspomnianego jajka, metrowe strzykawki oraz coś czemu osobiście jestem przeciwna - olbrzymie karabiny z dużym zbiornikiem na wodę.
Te ostatnie poza tym, że są bardzo kolorowe, wyglądem nie różnią się od prawdziwych kałachów, jakie mogłam oglądać ostatnio chociażby w “Slumdogu”. Nie przemówi do mnie nikt twierdząc, że przesadzam i że to tylko zabawka.
Możecie się ze mną nie zgadzać, ale ja nie widzę swojego syna czy córki z pistoletem lub karabinem przy boku. Nawet najbardziej kolorowym i strzelającym tylko wodą…
Dlatego w lany poniedziałek podstawowym orężem sikającym moich dzieci będą plastikowe jajka, zajączki i inne zbiorniki o wielkanocnych kształtach. Wykorzystamy też kubki, plaistkowe butelki i inne domowe pojemniczki.
Myślę, że będą bawić się pysznie, nawet bez pistoletów ze sprzężonym powietrzem tryskających wodą na osiem metrów
Zdam relację po świętach.

