Na majówkę KALIMBA
Autor: admin o 28. kwiecień 2009
Wszystkim tym, którzy wybierają się z dziećmi na przedłużony majowy weekend i spędzą długie, nudne godziny w różnych środkach lokomocji polecam gry i zabawy polskiej firmy Kalimba. Grając polecanymi przeze mnie produktami nie znajdziecie czasu na nudę. Moja Gabrysia jest tego potwierdzeniem. Tak, jak i ja jest fanką kalimbowych zabawek.
Bitwa na kości - to gra dla dwóch osób. Zawiera 36 kart zilustrowanych postaciami psów oraz kośćmi. Potyczkę wygrywa pies, który ma więcej kości, a raczej ta osoba, która wyłożyła kartę na stół. Jeżeli kości jest tyle samo, rozpoczyna się bitwa! Gracze wykładają po jednej karcie zakrytej i jednej odkrytej - znów zwycięża pies z większą ilością kości. Gracz, który zbierze pulę 36 kart wygrywa. Bitwa na kości przypomina karcianą grę w wojnę, znaną od stuleci. Ale ta na kości nie dość, że jest pięknie zilustrowana, uczy liczenia, to jeszcze nie pozwala się nudzić. Karty można zabrać ze sobą wszędzie. Na plażę, do lasu i na imieniny u cioci. Cena 22 zł.
Kółko i krzyżyk - to gra, w której znajdziecie kółka okrąglaste oraz krzyżyki, i wszystko jasne. Kto ma w linii znaki trzy mistrzem jest tej prostej gry! Gra odpowiednia dla dzieci od 4 lat. Cena 6 zł.
Statki - Gra polega na zatopieniu statków przeciwnika. Rozpoczyna się wyborem miejsc położenia statków. Statki nie mogą na siebie nachodzić ani się dotykać. Gracz ma do dyspozycji: 1 czteromasztowiec, 2 trzymasztowce, 3 dwumasztowce, 4 jednomasztowce. Po ustawieniu wszystkich statków, zaczyna się gra właściwa. Każdy z grających oddaje na przemian po jednym strzale w dowolny punkt na planszy przeciwnika. Gracze mają przed sobą dwie plansze: jedną - ze swoim statkiem, drugą - na której zaznaczają swoje strzały w przeciwnika: kropką tak zwane “pudło”, czyli nie trafiony strzał, krzyżykiem zaś trafiony. Gra kończy się w momencie zatopienia wszystkich statków któregoś z graczy. Cena 14 zł.
Przypomniało mi się właśnie, że byłam pierwszą osobą, która zrobiła zakupy w kalimbowym sklepie internetowym. Było to ponad cztery lata temu, kiedy kupowałam pierwszy prezent dla mojej Gabrysi
A jej samej nie było jeszcze na świecie. Była połowicznie, bo siedziała w moim brzuchu. Zamierzchłe, stare czasy…



Ostatni numer “Gagi” poświęcony jest narodzinom. W cywilizowany, inteligenty sposób opisuje, jak różnie można rodzić, jakie są prawa rodzącej, jak się odnaleźć po porodzie, jak to się robi w bajkach i jak w cukierkach 

Z Numerów Gabrysia wyszła z książeczką o Loli “Wcale nie jestem śpiąca i nie chcę jeszcze iść spać”, a ja z najnowszym wydaniem
Na pewno część z Was ma już plany na te dni, ale druga część na 100% tak jak ja zastanawia się co warto by zrobić, żeby znowu nie na mazury czy nie nad morze. Książka Pascala zawiera wiele cennych informacji. Jest przejrzyście podzielona na regiony Polski i ich miasta, które warto odwiedzić. Zawiera porady dla rodziców planujących weekendowy lub wakacyjny wyjazd. Propozycje tras, opracowane z myślą dla najmłodszych. Opisy atrakcji dla najmłodszych (parki rozrywki, aquaparki, żywe skanseny, zajęcia w muzeach, barwne festyny i imprezy cykliczne). Poza tym w poradniku znajdziecie mapy, zdjęcia i zabawne rysunki. A także informacje o noclegach, gastronomii i rozrywkach.
Moje dziecię widząc reklamę pokazującą najnowszą gazetę z super świetnym (według mojego dziecka) prezentem, za każdym razem wrzeszczy w niebogłosy, że musi koniecznie, ale to koniecznie to mieć. Nie gazetkę, ale właśnie pokazywany gadżet. Superprezent po zakupie przeżywa jakieś 2 dni, bo jest chińską tandetą, która żywot wiedzie krótko.
W czasie mojej ostatniej wizyty w sklepie zabawkami przykuł moją uwagę regał z akcesoriami wodnymi na śmigusa dyngusa. Było na nim dosłownie wszystko. Plastikowe jajeczka, które pamiętam ze swojego dzieciństwa, innego kształtu zbiorniczki na wodę, działające na zasadzie wspomnianego jajka, metrowe strzykawki oraz coś czemu osobiście jestem przeciwna - olbrzymie karabiny z dużym zbiornikiem na wodę.
Te ostatnie poza tym, że są bardzo kolorowe, wyglądem nie różnią się od prawdziwych kałachów, jakie mogłam oglądać ostatnio chociażby w “Slumdogu”. Nie przemówi do mnie nikt twierdząc, że przesadzam i że to tylko zabawka.
Myślę, że będą bawić się pysznie, nawet bez pistoletów ze sprzężonym powietrzem tryskających wodą na osiem metrów 



